Rynek mieszkaniowy Deloitte 2019: w Polsce budownictwo mieszkaniowe w rozkwicie. W tyle są m.in. Wielka Brytania i Hiszpania!

Pod względem liczby mieszkań oddawanych do użytkowania, także w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, Polska jest już w europejskiej czołówce. Niestety, są też mieszkaniowe rankingi, które nie przynoszą chluby naszemu krajowi. Na szczęście, jest poprawa!

Międzynarodowa firma doradcza Deloitte opublikowała właśnie swój coroczny raport „Property Index. Overview of European Residential Markets”, w którym podsumowuje sytuację na rankach mieszkaniowych w 13 europejskich krajach, w tym także w Polsce. Jak nasz kraj wypadł na ich tle?

W Polsce powstaje najwięcej mieszkań w Europie Środkowo-Wschodniej

Zacznijmy od rankingów, z których możemy się cieszyć. Deloitte podaje powołując się na urzędy statystyczne poszczególnych krajów, że w 2018 r. oddano w naszym kraju do użytkowania 184,8 tys. nowych mieszkań (to były dane wstępne, ostatecznie GUS doliczył się ok. 185,2 tys. lokali). Wprawdzie we Francji i Niemczech powstało ich więcej, ale są to kraje znacznie od nas liczniejsze.

W przeliczeniu na 1000 mieszkańców Polska z wynikiem 4,81 wyprzedziła nie tylko Niemcy, ale także m.in. Wielką Brytanię, gdzie w 2018 r. powstało zaledwie 149,5 tys. mieszkań. Wśród 13 analizowanych krajów lepsza od nas była pod tym względem jedynie Francja i Norwegia. Ale np. w Portugalii czy Hiszpanii oddano do użytkowania tylko nieco ponad jedno mieszkanie na 1000 mieszkańców.

Na trzecim stopniu podium jesteśmy także pod względem zaczynanych inwestycji mieszkaniowych. W 2018 r. inwestorzy w Polsce zaczęli budowę 221,9 tys. mieszkań. I w tym w tym rankingu wyprzedziły nas tylko Francja i Niemcy. Jednak w przeliczeniu na 1000 mieszkańców lepsza była tylko Francja i Norwegia.

Te dane mogą nas napawać optymizmem, bo świadczą o tym, że powoli to powoli, ale nadrabiamy cywilizacyjny dystans do wielu zachodnich krajów europejskich. Deweloperzy zawdzięczają dobrą koniunkturę polityce rządu, której efektem są m.in. rekordowo niskie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych, malejące bezrobocie oraz wzrost zarobków.

Cel: średnia unijna w liczbie mieszkań na 1000 mieszkańców

Niestety, Deloitte publikuje również zawstydzające nas dane, choć pocieszające jest to, że widać poprawę. Otóż mówiąc o sytuacji mieszkaniowej w danym kraju, analitycy w pierwszej kolejności wskazują na statystki dotyczące mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców.

Celem obecnego rządu zapisanym w Narodowym Programie Mieszkaniowym jest osiągnięcie do 2030 r. średniej Unii Europejskiej, która w 2015 r. wynosiła 435 mieszkań na 1000 mieszkańców. U nas ten wskaźnik wynosił 363. Z wynikiem 380,7 mieszkań wciąż daleko nam jednak do zamożnych krajów UE, takich jak Niemcy czy Francja. W tym rankingu Deloitte od lat przewodzą Portugalia, Włochy czy Hiszpania. Tyle tylko, że w tych krajach znaczną część zasobów stanowią mieszkania wakacyjne i tzw. drugie rezydencje.

Nowe mieszkania stosunkowo tanie, ale trudno dostępne

Naszego kraju próżno też szukać w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o dostępność mieszkań, czyli relację ich cen do zarobków, choć i tu widać delikatną poprawę. Do celów porównawczych firma doradcza Deloitte wzięła pod uwagę przeciętne zarobki brutto, choć równocześnie zastrzega, że faktyczna siła nabywcza w zależności od obciążeń pensji brutto może się różnić w poszczególnych krajach.
Okazuje się, że nowe mieszkania w Polsce należą do najtańszych w Europie. Deloitte podaje, że w naszym kraju średnia cena transakcyjna metra kwadratowego wynosi 1370 euro (w 2018 r. wzrosła o 3,8%). Spośród analizowanych krajów taniej było tylko na Węgrzech i w Portugalii. Najdrożej było w Norwegii, Francji i Wielkiej Brytanii.

Z kolei w Warszawie średnia cena transakcyjna wynosiła 1935 euro za m kw. (wzrost o 4,8%). Wśród badanych europejskich stolic taniej niż w Warszawie było jedynie w Budapeszcie, Rydze i Zagrzebiu. Ale już np. w Pradze nowe mieszkania kosztowały więcej.

Raport pokazuje również poziom cen dla trzech innych polskich miast: Krakowa i Wrocławia (w obu ok. 1,6 tys. euro za m kw.) oraz Łodzi (1,2 tys. euro za m kw.).
Bardzo drogie, nawet jak na kieszeń przeciętnego Francuza, są centralne dzielnice Paryża (przeciętnie ponad 12,9 tys. euro za m kw.), a także Londyn (blisko 11,2 tys. euro za metr). Są to jednak metropolie, w których nieruchomości są traktowane przez bogatych inwestorów z całego świata jako inwestycja. Ale nawet tam w pewnym oddaleniu od centrum nowe mieszkania są dużo tańsze.
Z kolei w Niemczech najdroższym miastem jest Monachium ze średnią 7,8 tys. euro za m kw. Dla porównania w Berlinie średnia cen mieszkań sięga 5 tys. euro za metr.
Problem w tym, że na 12 sklasyfikowanych krajów w rankingu dostępności mieszkań Polska zajęła odległe 8 miejsce.

Możemy pozazdrościć zwłaszcza Portugalczykom i Belgom, którzy na własne 70-metrowe mieszkanie muszą wydać równowartość czterech rocznych pensji. Nam z kolei mogą pozazdrościć w Czechach, gdzie przeciętny mieszkaniec musiałby swoją pensję brutto odkładać przez co najmniej 11 lat. U nas jeszcze 3 lata temu było to prawie 8 lat.
Oczywiście w najgorszej sytuacji są mieszkańcy dużych miast, bo tam popyt na mieszkania jest największy. W konsekwencji ich ceny przewyższają średnie krajowe, choć z drugiej strony – przeciętne zarobki też są nieco wyższe.